Jazda w burzy śnieżnej
Pogoda lubi płatać figle. Każdy kto wczesnym rankiem zamierza dojechać szczęśliwie do pracy, wie o tym doskonale. Dziś przed piątą rano zaczął sypać mokry śnieg. Godzinę później było go już całkiem sporo na drogach, a opady przybrały na sile. Jazda w takich warunkach nie należy do przyjemnych, ale jeśli mamy do pokonania kilkadziesiąt kilometrów, nie mamy wyboru ? miotełki i skrobaczki w dłoń, a potem za kierownicę i w drogę!
Boczne ulice były dziś całkowicie zasypane. Dojazd do nieco bardziej głównej drogi wyglądał jak targowisko w grudniu ? błoto pośniegowe i świeża warstwa puchu na całej szerokości. Główne drogi były w nieco lepszym stanie, ale to za sprawą większego ruchu. Samochody rozjeździły zalegającą warstwę, ale nadal było i jest ślisko. Gęsty śnieg powoduje także utratę widoczności, ale niektórzy kierowcy nie zdają sobie chyba z tego sprawy. Prowadziłem samochód z nadmierną jak na te warunki prędkością, w porywach 90km/h, ale i tak wyprzedziło mnie kilku szaleńców. Silny boczny wiatr i zasypane fragmenty drogi to realne niebezpieczeństwo. A piesi? Jak zwykle w szarym ubraniu, bez odblasków i wzdłuż drogi. Widoczni w ostatniej chwili. Tak jak prawo jazdy, powinien istnieć dokument stwierdzający prawo do chodzenia po drogach przelotowych.