Poranne zdarzenia na drogach

Zima w styczniu nikogo nie dziwi. Kierowca wychodzi pięć minut wcześniej z domu, aby zagrzać samochód i przygotować do jazdy. Na ulicach tworzą się korki, a każdy uważa, bo jest ślisko. Dziś było zupełnie inaczej. Po wczorajszej gołoledzi nie pozostało nawet śladu. Parę minut po szóstej rano drogi były czarne i suche, a temperatura niewiele powyżej zera. Widoczność, jak na tę porę roku, doskonała. Po kilkunastu kilometrach miałem ochotę przycisnąć na gaz, bo warunki do jazdy były wyśmienite. Jakież zdziwienie rysowało moją twarz, gdy na kilka kilometrów od celu stanąłem w kolumnie samochodów. Przez czterdzieści minut podjeżdżałem o dwa, trzy metry, a lewa stopa drętwiała mi od sprzęgła. Dopiero w lokalnym radio podali informacje, że niedaleko zjazdu na autostradę zderzyły się dwa samochody i droga jest zablokowana. Gdy godzinę później przejeżdżałem obok wraków, ciarki przeszły mi po plecach. Poważne, czołowe zderzenie spowodowane wyprzedzaniem w niedozwolonym miejscu. A przecież warunki były takie dobre… to była prawdziwa nauka jazdy w złudnych warunkach. Gdy już zdarzy się dzień, kiedy warunki drogowe mamy doskonałe, zapominamy o zdrowym rozsądku. Ci dwaj panowie żyją, ale na jakiś czas muszą odstawić kierownicę na bok. Paradoksalnie, chyba wolę stać w Katowicach w korku niż lecieć drogą międzymiastową, na której wielu kierowców odreagowuje nerwy wyhodowane w centrum miasta. Kursy na prawo jazdy przygotowują kierowców do poruszania się w trudnych warunkach miejskich, uczą parkowania tyłem i wjazdu w zatoczkę. Brakuje kilku godzin na drogach, gdzie panują duże prędkości i nieprzewidywane zdarzenia. Nie spotkałem się z nauką szybkiego ale i bezpiecznego wyprzedzania, czego zabrakło dziś jednemu kierowcy.

0 Komentarzy

Nie ma jeszcze komentarzy

Twój komentarz